Reklama
UKokey.com



  • Rejestracja
  • Przypomnij hasło
Friday, 10 September 2010
  • Zostań redaktorem
  • Reklama
  • Kontakt
  • Flaga
  • Główna
  • Wiadomości
  • Czytelnia
  • Odskocznia
  • Poradnia
  • Polonia
  • Czas wolny
  • Angielski
  • Dla dzieci
  • Brytania
  • Inne
  • Wybierz miasto
    • Liverpool
    • Manchester

Start

  • Wiadomości
  • Czytelnia
    • Ludzie i miasto
    • Rozrywka
    • Komentator
    • Psychologia
    • Dyskusyjnie
    • Świat bez obcasów
    • Kultura
    • Życie ze smakiem
    • Podróże
    • Listy
    • Ciekawostki
    • Piórem pisane
  • Odskocznia
  • Poradnia
  • Polonia
  • Czas wolny
  • Dla dzieci
  • Angielski
  • Inne

1GBP 4,76PLN   1EUR 3,94PLN

Manchester  16°C
Liverpool  16°C
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Jesteśmy w

Reklama
Reklama
Reklama

Sonda

Czy zamierzasz wrócić do Polski?
 
  • Wybierz miasto
Reklama
Joomla 1.5 Featured Articles
Picie po swojsku
21.10.2009 Autor: Anna Jaskuła
Dwadzieścia kilometrów od Częstochowy w wiosce liczącej 650 mieszkańców wieczorami pod byłym pegeerowskim sklepie stoją mieszkańcy płci męskiej w wieku od 20 – 70 lat popijając tanie wina tzw. „kubusie w plastikowej butelce”, mocne piwa i polską  wódkę. Piją  ojcowie, ich synowie i później wnuki. Wydawałoby się, że ten dar pochłaniania litrów alkoholi jest dziedziczny, chociaż ja osobiście wolałabym  po swoich przodkach odziedziczyć przynoszącą duże dochody kamienice.

Mimo ,że  wieś przestała już wyglądać jak dwadzieścia lat temu, kiedy miałam osiem lat, to  oni wciąż siedzą razem , łapczywie popijając z gwinta, niewzruszeni, zaniedbani, wykolejeni moralnie, bez żadnych oszczędności, marzeń i planów na przyszłość.
Wystarcza im świadomość, że są tutaj  trzy sklepy, w których można dostać wódkę na kreskę.  
Oczywiście od tej reguły są małe wyjątki, ponieważ niektórzy jednak potrafili zbić pokaźne majątki. Są to między innymi właściciele sadów i sklepów, firm budowlanych.

Kiedy owi miejscowi biznesmeni rozwijają swoje firmy, zatrudniają za marne grosze  to rdzenni mieszkańcy oczywiście piją za te liche tygodniówki, awanturują się, biją się między sobą, a potem wracają    do domów upokarzają swoje dzieci, biją żony i z utęsknieniem czekają, aż wskazówki zegara wskażą  szóstą rano, ponieważ, wtedy otwierają się wrota sklepu wielobranżowego. Niestety w niedziele jest on zamknięty. Więc jeśli ich organizmy nie dostaną w odpowiednim czasie odpowiedniej dawki alkoholu strasznie cierpią, a wtedy są w stanie pokonać w czasie burzy, czy śnieżycy kilka kilometrów na starym ruskim rowerze do całodobowej stacji benzynowej ulokowanej w gminie.

Prawie całe pensje, emerytury, renty, zasiłki chorobowe przeznaczone zostają na alkohol i papierosy. Oni nie maja nic i na niczym już im nie zależy. Żony, ich dzieci, rodzice  muszą ich utrzymywać i bronić się przed ich agresją. W tym samym czasie sklepikarze z uśmiechem na ustach liczą swoje dochody. Dzięki nim budują nowe domy, kupują nowe samochody, wyjeżdżają na zagraniczne wycieczki, kształcą swoje dzieci. W tym samym czasie rodziny alkoholików chorują na depresje, leczą połamane żebra i pudrują podbite oczy.

W nasze wsi istnieją obok siebie dwa  światy. Cwaniacy wykorzystujący pijaków. Bez skrupułów sprzedają wóde ledwo trzymającym się na  nogach klientom i zbuntowanym gimnazjalistom. Wszyscy udają, że nie widzą czerwonych  tabliczek z czarnymi napisami „Nietrzeźwym i nieletnim alkoholi nie sprzedajemy”, zachowują się tak jakby wszystko było w porządku, ale przecież nie jest.
Kilkunastu mieszkańców jest uzależnionych od alkoholu. Nałóg niszczy ich organizmy i psychikę. W ostatnim czasie śmierć poniosło kilku  naszych mieszkańców, ale ich miejsca na ławce pod sklepem  nie pozostały puste zajęli je młodsi, jeszcze zdrowi i silni.

Dwóch mężczyzn w wieku około 50 – lat zachorowało na nowotwór, jeden z nich zmarł w hospicjum, drugi walczy o swoje życie. Pod kołami samochodu zginął kolejny, inny w okrutnych cierpieniach zmarł na zawał we własnym łóżku z własnymi wymiocinami obok przerażonych dzieci. Całkiem niedawno przed świętami Wielkanocnymi  popełnił samobójstwo pan M. Powiesił się we własnym pokoju. Był przerażony, ponieważ sąd na wniosek rodziny wydał mu nakaz  przymusowego leczenia. Wybrał śmierć niż życie w trzeźwości. Jego młodszy kolega po alkoholowym napadzie padaczkowym trafił do Szpitala Psychiatrycznego znajdującym się w Lublińcu. Wkrótce został wypisany i wrócił do dawnych przyzwyczajeń ku uciesze sprzedawców.

Mimo tych tragedii, życie w naszej wsi jak zawsze zaczyna się około piątej po południu, kiedy zainteresowani mogą się spotkać, zrobić składkę i trwa aż do dziewiątej, czyli do momentu, kiedy zamkną się stalowe drzwi budynku z alkoholem.  

   

 
Reklama
  • Pobicia – ciemna strona miast...
  • Zmieni się forma egzaminu na p...
  • Gratisowe porady medyczne...
  • Problemy ze sponsoringiem narc...
  • Zaginiona Sylwia C.
  • Dwa dni zabawy w Southport
  • Pokaż co masz w szafie
  • Prawo po polsku... – konieczni...
  • Loteryjna ściema
  • Ideał w prasie kobiecej
  • Nowe oblicze Chylińskiej
  • Picie po swojsku
  • Kontakt
  • Partnerzy
  • Baza firm
  • Reklama na portalu
  • Współpraca z UKokey
  • Polityka prywatności
Copyright © 2010 UKokey. Wszelkie prawa zastrzeżone.  |  Developed & Hosted by MXnet