1GBP 4,76PLN 1EUR 3,94PLN
| Maluchy w szkole |
| 11.09.2009 | Autor: Marta Florkiewicz-Kowalczyk |
|
Zabrzmiał pierwszy dzwonek. Rozpoczął się nowy rok szkolny, a w raz z nim nowe zmiany - 6 -latki w Polsce poszły do szkoły.
Wcześniejsze protesty zatroskanych o los pociech rodziców nie zmiękczyły serca minister edukacji Katarzyny Hall. Obniżenie wieku szkolnego stało się faktem. Wielu jest również zwolenników reformy, cieszących się, że dzieci szybciej skończą szkołę i pójdą na studia. Na razie w ławkach zasiada tylko część maluchów - tych których rodzice podjęli taką decyzję. W 2012 roku takiego wyboru już nie będzie i do klas pomaszerują wszystkie dzieci w wieku 6 lat. Obiecywano przystosowanie placówek do przyjęcia najmłodszych, tymczasem obawy części opiekunów, jak i nauczycieli stały się faktem. Są szkoły nieposiadające chociażby odpowiednich toalet - niby problem prozaiczny a jednak znacznie utrudniający tam pobyt dziecka. Nie wszystkie klasy spełniają ideały kształcenia: miejsce do zabawy, pluszaki, interaktywne zabawki ułatwiające naukę. Nawet jeśli wyposażenie jest kompletne i zadowalające pozostaje najważniejsze zagadnienie: jak dzieci odnajdą się w nowej rzeczywistości, mając na przygotowanie do niej rok krócej niż ich starsi koledzy? Przecież różnice rozwojowe wśród uczniów mogą w tym wieku być znaczne. Rodzice najlepiej wiedzą czy dziecko jest już gotowe do podjęcia nauki czy potrzebuje jeszcze trochę czasu do przystosowania. Powodem wprowadzenia zmian była troska o wyrównanie szans edukacyjnych. Nie można tylko zrzucać winy na różny poziom przygotowania w zerówkach. Wiele zależy od indywidualnej pracy rodziców z dzieckiem. I tak w pierwszej klasie będzie musiało nastąpić wyrównanie wiedzy wśród wy chowanków. Na późniejszych etapach dużą rolę odegra zamożność opiekunów. Bogatsi zapewnią dziecku korepetycje, dodatkowe warsztaty, więcej pomocy edukacyjnych itd. Zwiększy się im tym samym szansa na pomyślne zdanie kolejnych egzaminów, matury i dostanie się na studia. Nawet jeśli powinie im się noga i nie dostaną indeksu na państwowej uczelni, to rodzice zapewnią im studia w renomowanej, płatnej szkole na najlepszych i najbardziej obleganych kierunkach. Uboższe dzieci będą musiały radzić sobie same, korzystając ze skromnej oferty jaką daje im państwowa szkoła od najwcześniejszych lat edukacji. Są już przypadki, kiedy to rodzice fundują pociechom na poziomie drugiej klasy szkoły podstawowej letnie korepetycje z zakresu następnego roku szkolnego. Wszystko, aby dziecko wypadło jak najlepiej... Wracając do 6-latków, grupy w klasach mają nie przekraczać 25 osób - trudno to zrealizować w obecnych realiach. Nawet w takiej grupie maluch może czuć się zagubiony i zdezorientowany. Spokojne siedzenie w ławce graniczy już niemal z cudem. Wychowawcy będą zmuszeni uczyć się na błędach, kosztem naszych pociech. Zamieszanie nie ominęło przedszkoli, które musiały zapewnić 5-latkom miejsca u siebie. Rodzice młodszych dzieci mocno się głowili aby znaleźć placówki dla swoich maluchów.Reforma w edukacji jest potrzebna. Powinna być jednak rozsądna, przemyślana i przede wszystkim stawiająca za główny cel dobro dziecka. Nie warto wprowadzać jej na siłę gdy szkoły, nauczyciele i same dzieci nie są do tego przygotowane. Wcześniej powinny zostać podjęte działania łagodzące szok związany z wprowadzeniem nowych zasad. Obecnie polska edukacja przypomina wielką loterię fantową - nigdy nie wiadomo na co w kolejnym roku trafi nasze dziecko. I do tego często zdarzają się buble. Jak będzie tym razem? Dowiemy się za kilka lat, kiedy zacznie być widać skutki obniżenia wieku szkolnego. |
|