1GBP 4,80PLN 1EUR 3,94PLN
| Co z tą naszą prokreacją? |
| 07.09.2009 | Autor: Dominika A. M. Makowska |
|
Człowiek jest częścią społeczeństwa i jako przedstawiciel gatunku stadnego stara się otaczać ludźmi w mniejszym czy też w większym stopniu. I chociaż nie chce dać temu wiary, stworzony jest tylko po to, by się rozmnażać. Prokreacja zmusza ludzi do dobierania się w pary, a wielce rozwinięte mózgowie wynosi czynność tę na piedestał, otacza wspaniałością i pozwala na jej celebrację. Megalomania, na którą zdaje się, ludzkość cierpi od zarania karze nam ufać w wyższość człowieka nad wszelkim istnieniem. Co gorsza, każde zachowanie, bez którego życie nie zdołałoby istnieć otacza wstydem czy zwierzęcą trywialnością.
„Pan pozna panią o miłej aparycji, bezdzietną, zmotoryzowaną” – do takiej treści sprowadza się większość anonsów matrymonialnych dziś publi kowanych. Jedynym trudem, jaki trzeba sobie zadać, by odnaleźć miłość swojego życia jest wklepanie treści esemesa czy zarejestrowanie się na odpowiednim portalu internetowym. Bez wychodzenia z domu jesteśmy w stanie przebierać w kandydatach walczących o nasze względy i odrobinę uwagi. Cieszymy się zainteresowaniem, jakie wzbudzają nasze oferty w mediach. Nie obawiamy się, rubasznie flirtując z nieznajomymi. Ludzkość nie może pozwolić sobie przecież na stagnację. Sposób, w jaki łączymy się w pary musi ewoluować. Tylko malkontent nie zechce zanurzyć się w magicznym światku dzisiejszych możliwości.Aż korci, by w tym momencie przytoczyć fragment z wypowiedzi Marka Bieńczyka, pisarza i tłumacza, dla „Gazety Wyborczej”: „Dziś ludzie żyją szerzej(...) Miejsc stykania się ze światem materii, dosłownej czy wirtualnej, jest więcej (...)Szybkość wirtualna przełożyła się na szybkość ciała, gestów. Ludzie szybciej chodzą, szybciej jedzą, gorzej znoszą oczekiwanie. Kiedyś czekało się dwa dni na telefon od obiektu miłości, teraz, gdy po dziesięciu minutach nie ma zwrotnego esemesa człowiek chce się wieszać z rozpaczy”. Staliśmy się ofiarami pędu i zawirowania. Wątpliwe, byśmy zdołali oswobodzić się z tej niewoli, tak głęboko w nią wrośliśmy. Z nostalgią i z łezką w oku słuchamy jednak retrospekcji ostatnich dekad, kiedy nasze babki poznawały swoich Najmilszych na potańcówkach, w bibliotekach czy w kolejkach po papier. Tęsknimy za słowami miłości przesyłanymi w listach, na które minione pokolenia oczekiwały tygodniami, a które my znamy tylko z ich wspomnień. To oczekiwanie miało swój urok, wiązało się z kontemplacją, uczyło pokory i szacunku. Anonse towarzyskie, usilne poszukiwanie partnera poprzez pośredników przypominają nam o trwającej schizofrenizacji społeczeństwa. Narasta postawa autystyczna wobec otaczającego świata. Ludzie czują się w nim coraz bardziej samotni, obcy i niezrozumiani. Trudniejsza jest integracja. Objawy czysto schizofreniczne, jakie zaczyna przejawiać społeczeństwo są skutkiem wciąż trwającej technologizacji. Są również odpowiedzią ludzkości na trwający w świecie chaos. Na zakończenie przychodzi mi do głowy jedna konstatacja: zmieniać się będzie sposób doboru partnera, nigdy zaś człowiek nie dopuści do siebie myśli, że za całym tym cudownym procesem łączenia się w pary stoi potrzeba zmienności genetycznej organizmów dla możliwości przedłużenia jego istnienia. |
|